Wyprawy na Sri Lankę – poleć z Misja Go!
Herbata cejlońska – o czym trzeba pamiętać podczas wycieczki na Sri Lankę?
- zaczęto ją uprawiać, gdy inne plantacje zniszczył grzyb
- to tutaj rozpoczęła się herbaciana kariera Thomasa Liptona
- powędruj niespiesznie po polach herbaty i uśmiechnij się do pracujących tam Tamilów
Wielu naszych rodaków nie ma zbyt wielu skojarzeń ze Sri Lanką. Wielu wie, że to kraj buddyjski, niektórzy kojarzą nazwę – Colombo – największego miasta (za to na pewno nikt nie wie, że Sri Dźajawardanapura Kotte to rzeczywista stolica). I na tym (dla większości z nas) wiedza o Cejlonie się kończy, z wyjątkiem… No właśnie: jest jeszcze jedna rzecz dobrze, czy wręcz bardzo dobrze znana. To herbata cejlońska, do której wzdychają wszyscy miłośnicy tego naparu. A skąd wziął się ten napój? Jakie dzieje na herbata ze Sri Lanki? O tym wszystkim poniżej.

Wszystko przez kawę
Ten podtytuł nie jest (wbrew pozorom!) żadną pomyłką. Herbata cejlońska znalazła się na wyspie dzięki… kawie. A dokładniej: wskutek choroby kawowców, jaka spadła na tamtejszych plantatorów w latach 20. i 30. XIX wieku. Była to plaga rdzy kawowej, rodzaj grzyba, który zaatakował rośliny i tym samym skłonił właścicieli plantacji do poszukania alternatywy. Dlatego właśnie zainteresowano się herbatą.
Pierwsze sadzonki trafiły tu w krótkiej podróży przez morze – z Indii. Pamiętajmy, że wówczas zarówno Subkontynent, jak i Cejlon znajdowały się pod kontrolą brytyjską. Pierwsze sadzonki trafiły w 1839 roku do Królewskiego (a jakże!) Ogrodu Botanicznego w Peradeniyi na przedmieściach Kandy. Trzy lata później kolejna porcja herbacianych krzaków pojechała ciut dalej – do regionu Nuwara Eliya. Chciano tam sprawdzić, czy chłodniejszy klimat lankijskich gór będzie odpowiedni dla camelia sinensis. Co ciekawe: pierwsze próby uprawy herbaty na Sri Lance nie były wcale pasmem sukcesów – roślina albo gniła, albo też okazywało się, że koszty produkcji są zbyt wysokie. Choćby w porównaniu z sąsiednimi Indiami.



Herbata cejlońska – gdyby nie zajęli się nią Szkoci…
Do powszechnie znanego (również w Polsce) Szkota przejdziemy za chwilę. Na początek kilka słów o Jamesie Taylorze, który jest uważany za pierwszego plantatora herbaty na skalę przemysłową na wyspie. Przybył on na Cejlon w połowie XIX wieku (w wieku zaledwie 17 lat), aby pracować jako zarządca na plantacjach… kawy. Ta praca musiała przynosić mu niemałe profity, gdyż dopiero 15 lat później postanowił zająć się produkcją innego napoju. W 1867 założył on w okolicy Kandy, na powierzchni niespełna 8 hektarów, pierwszą plantację herbaty. Ale, zanim tego dokonał, odwiedził (wówczas – przypomnijmy – był to tylko inny region Korony Brytyjskiej) Indie. Tam zapoznał się dokładnie z całym procesem produkcji herbaty, aby nie powtórzyć żadnych błędów na własnej plantacji.
Nieco ponad 20 lat później plantacje Taylora odwiedził jego rodak, którego nazwisko od tej pory będzie nierozerwalnie związane z herbatą. Najpierw postanowił on po prostu eksportować wyroby Taylora z Cejlonu do Anglii, ale krótko potem zmienił zdanie. W okolicach Haputale, w sercu cejlońskich gór zbudował swoją własną fabrykę, a w okolicy posadził całe plantacje camelii. I tak zaczęła się herbaciana kariera sir Thomasa Liptona. Tak, tego od „yellow label”. Trudno go nie znać!

Jak zasmakować w herbacie ze Sri Lanki?
Oczywiście cejlońska herbata wymaga degustacji. Degustacji nie byle gdzie – najlepiej udać się do jednej z licznych fabryk herbaty lub barów-herbaciarni rozsianych w bardziej turystycznych miejscach. Jeśli wolicie jednak pić ten cudowny napój w bardziej zwykłych czy lokalnych miejscach, wystarczy udać się do dowolnego baru i tam zamówić filiżankę, dzbanek czy (najbardziej prawdopodobne) tekturowy kubek herbaty. Niemal wszędzie będzie lepsza, niż w Polsce! Ciekawą opcją są maszyny (zwane często przez turystów „Liptomatami”, serwujące świeżo parzoną herbatę w kubeczkach. Ale… to tylko opcja dla miłośników wersji brytyjskiej – napój jest zawsze mocny, słodki i z mlekiem.
Dobrze jest też odwiedzić podczas wycieczki na Sri Lankę jedną z fabryk herbaty. Poznamy dzięki temu cały proces produkcyjny. Rozpoczyna się on od posortowania i oczyszczenia liści. Potem pozwala im się zwiędnąć, a później liście są rolowane, rozdrabniane i (jeśli ma to być herbata czarna) fermentowane. Na koniec ponownie się je sortuje, aby podzielić produkt na wyroby o wyższej lub niższej jakości. Wizyta w takim zakładzie zawsze kończy się degustacją i – oczywiście, jak to w Azji – wizytą w tamtejszym sklepie, gdzie można nabyć testowane właśnie wyroby. Doskonała herbata cejlońska w ustach i w plecaku, aby zawieźć ją do domu.
Zwiedzamy herbaciane pola (niekoniecznie Batumi) i wzgórza
Wspaniałym sposobem na poznanie herbacianej strony Sri Lanki są niespieszne wędrówki pośród herbacianych pól. Z pewnością wcześniej czy później spotkamy tu barwnie odziane osoby zbierające liście herbaty do ogromnych koszów noszonych na plecach. To Tamilowie plantacyjni – sprowadzeni tu (podobnie, jak sama roślina) z Indii przed ponad stu laty do pomocy na plantacjach herbaty. Bariera językowa jest duża, ale z pewnością na nasz uśmiech również odpowiedzą uśmiechem.
Pośród właśnie takie pól herbaty, po których pracowicie uwijają się Tamilowie, znajduje się szlak (czy raczej: ścieżka) prowadzący do jednego z licznych punktów widokowych w górach Sri Lanki. Tu właśnie tutaj zwykł przychodzić plantator i przedsiębiorca z sąsiedniego Dambatenne. To wspomniany wyżej Sir Thomas Lipton. Dziś te urokliwe wzgórze, które najlepiej odwiedzić (z racji najlepszej widoczności) o świcie, nosi nazwę: Lipton’s Seat. Oczywiście popularność punktu widokowego zwietrzył miejscowy, przedsiębiorczy Lankijczyk. Obserwując wschód słońca można tu delektować się… oczywiście herbatą z lokalnych plantacji. Ale o tym miejscu napiszemy szerzej wkrótce!
Jak widzicie: herbata cejlońska to – wbrew pozorom – ma nie aż taką długą historię. Ale z pewnością, podczas wyprawy na Sri Lankę, warto poświęcić kilka chwil, aby odwiedzić kilka „herbacianych” miejsc. I – przede wszystkim – skosztować tego boskiego naparu w kilku miejscach. Bez tego wycieczka na Sri Lankę na pewno nie będzie pełna!


