Sprawdź nasze wycieczki do Gruzji
Co warto zobaczyć w Gori – mieście, gdzie urodził się Stalin?
- możesz cofnąć się o kilkadziesiąt lat w Muzeum Dyktatora na głównym placu miasta
- warto, abyś wszedł również na Cytadelę, skąd widać całe Gori!
- Odwiedź jedną z niedalekich winnic lub skalnych miast
Bez tej postaci to miasteczko byłoby jeszcze jedną kropką na mapie Gruzji. Bez tego człowieka zapewne niewielu gości odwiedzało miasto położone w środku kraju, w sąsiedztwie trudnej granicy z Osetią. Ale dzięki temu, że to właśnie w Gori w grudniu 1878 narodził się mały Józef, miasto jest dziś popularne wśród turystów. Każdy bowiem chce zobaczyć jeden z ostatnich na świecie pomników tej kontrowersyjnej postaci.

Co zobaczyć w Gruzji – poznaj miasto Generalissimusa
Tak, to prawda, w mieście, tak zwyczajnie: na placu, po dziś dzień stoi pomnik Generalissimusa. Wprawdzie od kilku lat w nieco bardziej ustronnym miejscu, nie na widoku, bliżej budynku muzeum, za drzewami. Ale jest! W zasadzie każdy, kto wchodzi do muzeum Józefa Stalina, musi przejść – bliżej lub dalej – obok pomnika Genseka. A zwiedzając samo muzeum można zapomnieć o kilkunastu (kilkudziesięciu?) milionach ludzi, którzy zginęli wskutek polityki najsłynniejszego Gruzina w historii. I nie trzeba chyba dodawać, że ktoś, kto nie zna dziejów naszej części Europy, wyjdzie z muzeum z przeświadczeniem, iż właśnie zapoznał się z życiem i działalnością Wspaniałego Ojca Narodu.
Muzeum, w którym cofniesz się o 80 lat
Już w hallu wejściowym można poczuć się jak w latach 30. Lub 40. w byłym CCCP. Monumentalne schody, marmury, kolejne popiersie Wodza. A na piętrze – istna apoteoza działań Genseka. Zdjęcia z czasów antycarskiej opozycji, fotografie rodzinne, wiersze, listy – słowem wspaniały człowiek, który zajmował się literaturą. Co więcej: obok zdjęcia młodego Józefa z czasów, gdy był alumnem w seminarium duchownym w nieodległym Tbilisi, stolicy Gruzji. Dalej pokazana jest tragiczna historia Stalina – Ojca, który nie chciał wydać kilku więzionych w ZSRR hitlerowskich dygnitarzy, aby uwolnić własnego syna. I jeszcze: prezenty od narodu radzieckiego, dary od narodu węgierskiego, dary od Wilhelma Piecka, prezenty od młodego Nicolae Ceausescu, od Bieruta. Przecież cały świat kochał Stalina!

Dyktator, który bał się latać?
Ale muzeum Generalissimusa to nie tylko budynek. To także mały domek, w którym Józio przyszedł na świat. A przynajmniej: domek, który radziecka propaganda (a po niej gruziński przemysł turystyczny) uczyniła miejscem narodzin Wodza. Cóż, obiektywnie… rodzina Dżugaszwilich miała metraż, który dziś większości by nie zadowolił.
Za domkiem i muzeum znaleźć można wagon. Wagon specjalny – to nim bowiem Wódz jeździł po swoim Imperium; wagon, którym udał się na trzy konferencje wieńczące II Wojnę Światową. Zapytacie: dlaczego ten Wielki Człowiek po prostu nie wsiadł w samolot? Otóż (tu wersja oficjalna) Stalin lubił oglądać przestrzenie własnego kraju (tudzież krajów przezeń zdobytych). A wersja prawdziwa (w tamtych czasach, co oczywiste, zakazana): Wódz bał się latać. Zresztą nie był w swoim strachu osamotniony – choćby koreański klan Kimów też woli drogi żelazne, niż powietrzne. A być może chodziło po prostu o dostęp do wina – bo jakiż to Gruzin, który wina nie lubi?



I jaka to – już dla nas – wycieczka do Gruzji bez wina? I bez wizyty w tym trudnym, ale ważnym miejscu: Muzeum Stalina w Gori.


